Barcamp to cykliczna impreza, na której spotykają się przedstawiciele branży internetowej z całej Polski. Wymieniają się tu pomysłami i doświadczeniami, które później przekuwane są w najpopularniejsze serwisy w naszym kraju. Ostatnia odsłona Barcampu odbyła się w Poznaniu w minioną sobotę 23 lutego 2008. I choć w tym samym czasie Manchester United grał bardzo ważny mecz, postanowiliśmy wybrać Barcamp, by opowiedzieć Wam trochę o tym, co w internetowym światku obecnie piszczy.
Do Poznania dotarliśmy nieco spóźnieni. Osobliwą cechą tego miasta jest bowiem ukrywanie nazw ulic przed kierowcami. Większość skrzyżowań nie była opisana, a my dysponowaliśmy jedynie wydrukiem z ViaMichelin.com. Przynajmniej pół godziny straciliśmy na próbach dotarcia autem w okolice Starego Rynku. Wreszcie znaleźliśmy klub Johnny Rocker – tam miłe panie na wejściu wypisały nam identyfikatory (choć nasz webmaster, ze względu na jego trudne nazwisko, wypisał go sobie sam) i już mogliśmy na spokojnie przysłuchiwać się prezentacjom.
Pierwsze nieco dłuższe i bogatsze merytorycznie wystąpienie poprowadził Krzysztof Jarosiński z kancelarii prawnej Renata Urowska i Wspólnicy, który opowiadał o rodzajach licencji Open Source i możliwościach ich wykorzystania w projektach internetowych. Cóż możemy Wam powiedzieć o tej prezentacji? Była w porządku, ale nie dowiedzieliśmy się w zasadzie niczego nowego. Mamy więc licencje takie jak BSD czy GPL, które dają użytkownikom pewne prawa i nakładają na nich konkretne ograniczenia. Dla przykładu: BSD pozwala na modyfikację kodu źródłowego i rozpowszechnianie nowo powstałego programu bez konieczności udostępniania tego kodu, a nawet włączanie go do oprogramowania zamkniętego. Wszyscy znamy BSD i wiemy, że to zasadzie najbardziej liberalny typ licencjonowania oprogramowania. GPL pozwala nam analizować i modyfikować kod, ale nakazuje nam opublikować zmienioną przez nas wersję. Jest to licencja, którą nie wszyscy postrzegają jako całkiem „wolną”, ponieważ nakazuje coś czynić. W zasadzie to wszystko – wniosek z wystąpienia przedstawicieli kancelarii płynie taki, że trzeba uważać na licencje podczas tworzenia oprogramowania (również witryn internetowych) i stosować się do ich wytycznych. W wypadku licencji GPL starajmy się zaś tworzyć wartości dodane, takie jak wdrożenia, szkolenia czy podręczniki związane z oprogramowaniem.
Po prezentacji padło kilka pytań z sali. Dowiedzieliśmy się wówczas, że większość końcowych licencji użytkownika nie jest bezwzględnie obligatoryjnych w Polsce – zapisy tworzone według prawa amerykańskiego (najczęściej stanu Delaware) zawierają rozstrzygnięcia pokroju zakazu dekompilacji oprogramowania czy odwrotnej inżynierii, które to działania są w naszym kraju dozwolone mocą prawa wyższego rzędu.
W kuluarach zapytaliśmy Krzysztofa Jarosińskiego o implikacje stosowania narzędzi, bibliotek i frameworków wydanych na licencji GNU GPL w praktyce webmasterskiej. Okazuje się, że aplikacje internetowe tworzone przy użyciu kodu objętego tą licencją powinny być traktowane analogicznie do stacjonarnych programów komputerowych. Jeśli zatem decydujemy się użyć podczas pisania naszej witryny frameworka typu PHP for Application, musimy udostępnić kod źródłowy naszej strony wszystkim zainteresowanym – w przeciwnym wypadku grożą nam te same konsekwencje co każdemu innemu programiście, który złamie postanowienia GNU GPL.
W międzyczasie udało się nam złapać Kubę Filipowskiego z portalu Netguru.pl, współorganizatora imprezy. Kuba opowiedział nam co nieco o trendach panujących w tej chwili w polskim Internecie. Czy świat kończy się dziś na Pudelku i Fotce? Według niego tak nie jest, a serwisy specjalistyczne pozostają ważnymi elementami sieciowego pejzażu.
Inną ciekawą prezentacją było wystąpienia Idy Rolek – programistki, która stworzyła serwis Nakanapie.pl. Ida pokazywała witryny z całego świata, które mogą być przykładami inspiracji dla wszystkich osób tworzących strony internetowe, przy czym prezentacja dotyczyła raczej tego, czym zajmują się webmasterzy w tak „odległych” punktach Internetu, jak np. Japonia czy Australia. Tam bowiem rodzą się pomysły, które często wykraczają poza nasze tradycyjne (euroamerykańskie) myślenie o Internecie, np. serwisy społecznościowe tylko dla rodziców, którzy wymieniają się informacjami o swoich dzieciach, czy też mapy Internetu nanoszone na schematy tokijskiego metra. Ida wskazywała również na to, że w Japonii, najbardziej technologicznie zaawansowanym kraju świata, nie ma Web 2.0 bez jego odmiany mobilnej, czyli serwisów dostępnych na urządzeniach takich jak telefony komórkowe czy PDA. Może jest to jakaś sugestia dla rodzimych twórców portali społecznościowych? Po prezentacji udało się nam złapać Idę i namówić na kilka słów tylko dla Czytelników Webhostingu.pl.
Wreszcie doczekaliśmy się Macieja Popowicza z serwisu Nasza-klasa.pl. Maciej pokazał nam nieco statystyk dotyczących wzrostu popularności witryny, ale to chyba jest dla wszystkich oczywiste. Opowiedział również o tym, jak media wpłynęły na sukces serwisu. W zasadzie za każdym razem, gdy jakiś większy dziennik (czy to prasowy, czy to telewizyjny) robił relację dotyczącą Naszej-klasy.pl, liczba osób rejestrujących się w tym dniu radykalnie rosła. Nasza-klasa.pl znalazła inwestorów, ale o tym również wiemy – dowiedzieliśmy się za to, że portal rozpoczyna współpracę partnerską między innymi z Allegro.pl. Jak podkreślał Maciej Popowicz, celem serwisu będzie teraz dywersyfikacja zysków, czyli doprowadzenie do sytuacji, w której reklama będzie tylko jednym ze źródeł przychodów. W kuluarach udało się nam chwilę porozmawiać z Maciejem:
Dariusz Nawojczyk: Podczas prezentacji powiedziałeś, że Wasz serwer współdzielony szybko odmówił posłuszeństwa. Jak mogliście przypuszczać, że rozwiązanie współdzielone jest w stanie obsłużyć taki serwis?
Maciej Popowicz: Na początku projektowaliśmy serwis dla naszych znajomych, więc nie przypuszczaliśmy, że będą potrzebne jakieś bardziej zaawansowane rozwiązania. Nie chcieliśmy inwestować w coś, czego nie byliśmy do końca pewni.
Jak Wasza infrastruktura wygląda dziś?
Mamy 280 serwerów odpowiadających za różne aspekty naszego serwisu, zainwestowaliśmy również w dużą macierz dyskową, a także urządzenia wspomagające, takie jak balansery ruchu czy systemy cache’ujące zawartość naszych baz danych. Wszystko to ma zapewnić większy komfort użytkowania strony.
W jakim kierunku będziecie się rozwijali? Czy np. otworzycie API dla programistów?
Nie, nie mamy zamiaru tego robić. Głównie przez wzgląd na polskie realia.
Polskie realia?
Chodzi mi przede wszystkim o zbyt małą liczbę programistów w Polsce. Naszym zdaniem to za mały rynek.
A jaki serwis jest dla Was przykładem?
Myślę, że będziemy dążyli w kierunku Facebooka.
Jednak Facebook udostępnia API…
Tak, ale działa na innym rynku.
Podczas prezentacji wspomniałeś o tym, że poszukujecie programistów i menedżerów projektów. Czy to oznacza, że czymś nas za chwilę zaskoczycie?
Ciągle pracujemy nad zmianami, ale przyjęliśmy strategię, że nie będziemy ujawniali żadnych planów.
Po części prezentacyjnej rozpoczęły się interakcje kuluarowe wspomagane pepsi i pizzą (ach, ten świat geeków). Nie trwały one zbyt długo, ponieważ Rocker szybko pustoszał (darmowych drinków nie było). Ale nam udało się porozmawiać z jeszcze jedną osobą. Nie spodziewaliśmy się jej tutaj, więc tym bardziej byliśmy miło zaskoczeni. O sytuacji i rozwoju serwisu Wykop.pl rozmawialiśmy z Tomaszem Drożdżyńskim – właścicielem najpopularniejszej witryny „diggowej” w Polsce. Słowa Tomasza Drożdżyńskiego potwierdzają to, co usłyszeliśmy od Idy Rolek – niekoniecznie trzeba dziś wymyślać coś nowego – wystarczy spróbować zrobić to lepiej. Niewątpliwy sukces Wykopu.pl na rodzimym rynku jest efektem zadbania o drobiazgi, o których konkurencja zapomniała.
Jak podsumować poznański Barcamp? Było sympatycznie i spotkaliśmy kilka ciekawych osób. Pozostaje mały niedosyt w zakresie prezentowanych treści. Przy czym pamiętamy oczywiście, że w takich imprezach chodzi raczej o to, by się spotkać i porozmawiać chwilę bez używania w tym celu Outlooka. Do zobaczenia na następnym Barcampie!