Do Poznania dotarliśmy nieco spóźnieni. Osobliwą cechą tego miasta jest bowiem ukrywanie nazw ulic przed kierowcami. Większość skrzyżowań nie była opisana, a my dysponowaliśmy jedynie wydrukiem z ViaMichelin.com. Przynajmniej pół godziny straciliśmy na próbach dotarcia autem w okolice Starego Rynku. Wreszcie znaleźliśmy klub Johnny Rocker – tam miłe panie na wejściu wypisały nam identyfikatory (choć nasz webmaster, ze względu na jego trudne nazwisko, wypisał go sobie sam) i już mogliśmy na spokojnie przysłuchiwać się prezentacjom.
O Open Source słów kilka
Pierwsze nieco dłuższe i bogatsze merytorycznie wystąpienie poprowadził Krzysztof Jarosiński z kancelarii prawnej Renata Urowska i Wspólnicy, który opowiadał o rodzajach licencji Open Source i możliwościach ich wykorzystania w projektach internetowych. Cóż możemy Wam powiedzieć o tej prezentacji? Była w porządku, ale nie dowiedzieliśmy się w zasadzie niczego nowego. Mamy więc licencje takie jak BSD czy GPL, które dają użytkownikom pewne prawa i nakładają na nich konkretne ograniczenia. Dla przykładu: BSD pozwala na modyfikację kodu źródłowego i rozpowszechnianie nowo powstałego programu bez konieczności udostępniania tego kodu, a nawet włączanie go do oprogramowania zamkniętego. Wszyscy znamy BSD i wiemy, że to zasadzie najbardziej liberalny typ licencjonowania oprogramowania. GPL pozwala nam analizować i modyfikować kod, ale nakazuje nam opublikować zmienioną przez nas wersję. Jest to licencja, którą nie wszyscy postrzegają jako całkiem „wolną”, ponieważ nakazuje coś czynić. W zasadzie to wszystko – wniosek z wystąpienia przedstawicieli kancelarii płynie taki, że trzeba uważać na licencje podczas tworzenia oprogramowania (również witryn internetowych) i stosować się do ich wytycznych. W wypadku licencji GPL starajmy się zaś tworzyć wartości dodane, takie jak wdrożenia, szkolenia czy podręczniki związane z oprogramowaniem.
Po prezentacji padło kilka pytań z sali. Dowiedzieliśmy się wówczas, że większość końcowych licencji użytkownika nie jest bezwzględnie obligatoryjnych w Polsce – zapisy tworzone według prawa amerykańskiego (najczęściej stanu Delaware) zawierają rozstrzygnięcia pokroju zakazu dekompilacji oprogramowania czy odwrotnej inżynierii, które to działania są w naszym kraju dozwolone mocą prawa wyższego rzędu.
W kuluarach zapytaliśmy Krzysztofa Jarosińskiego o implikacje stosowania narzędzi, bibliotek i frameworków wydanych na licencji GNU GPL w praktyce webmasterskiej. Okazuje się, że aplikacje internetowe tworzone przy użyciu kodu objętego tą licencją powinny być traktowane analogicznie do stacjonarnych programów komputerowych. Jeśli zatem decydujemy się użyć podczas pisania naszej witryny frameworka typu PHP for Application, musimy udostępnić kod źródłowy naszej strony wszystkim zainteresowanym – w przeciwnym wypadku grożą nam te same konsekwencje co każdemu innemu programiście, który złamie postanowienia GNU GPL.
Internet to nie tylko Pudelek i Plotek
W międzyczasie udało się nam złapać Kubę Filipowskiego z portalu Netguru.pl, współorganizatora imprezy. Kuba opowiedział nam co nieco o trendach panujących w tej chwili w polskim Internecie. Czy świat kończy się dziś na Pudelku i Fotce? Według niego tak nie jest, a serwisy specjalistyczne pozostają ważnymi elementami sieciowego pejzażu.
Gdzie szukać inspiracji
Inną ciekawą prezentacją było wystąpienia Idy Rolek – programistki, która stworzyła serwis Nakanapie.pl. Ida pokazywała witryny z całego świata, które mogą być przykładami inspiracji dla wszystkich osób tworzących strony internetowe, przy czym prezentacja dotyczyła raczej tego, czym zajmują się webmasterzy w tak „odległych” punktach Internetu, jak np. Japonia czy Australia. Tam bowiem rodzą się pomysły, które często wykraczają poza nasze tradycyjne (euroamerykańskie) myślenie o Internecie, np. serwisy społecznościowe tylko dla rodziców, którzy wymieniają się informacjami o swoich dzieciach, czy też mapy Internetu nanoszone na schematy tokijskiego metra. Ida wskazywała również na to, że w Japonii, najbardziej technologicznie zaawansowanym kraju świata, nie ma Web 2.0 bez jego odmiany mobilnej, czyli serwisów dostępnych na urządzeniach takich jak telefony komórkowe czy PDA. Może jest to jakaś sugestia dla rodzimych twórców portali społecznościowych? Po prezentacji udało się nam złapać Idę i namówić na kilka słów tylko dla Czytelników Webhostingu.pl.
Ładowanie





Browser:
Browser:
Browser:
Browser:
Browser:
Browser:
Browser:
Browser:
Browser:
Browser: