Nieprzyjazna pogoda nie odstraszyła wszystkich tych, którym marzy się kariera na miarę Marka Zuckerberga. Zgodnie z deklaracjami Krzysztof Kowalczyka z Aula Polska oraz Adama Zygadlewicza z Netguru, animatorów ruchu barcampowego, ze zgłoszonych na targi ponad czterdziestu projektów organizatorzy wybrali dwadzieścia trzy zasługujące na zaprezentowanie ich publiczności.
Krzysztof Kowalczyk i Adam Zygadlewicz otwierają targi Democamp.
Od rana atmosfera na widowni była nieco senna. Na szczęście nie na długo.
Oczywiście, zgodnie z formułą targów, przedstawiciele startupów nie byli jedynymi, którzy zapełnili pawilon Iglicy. Oprócz nich podczas spotkania prezentowały się także fundusze – między innymi Vivex Investment – oraz inkubatory – Venture Incubator, Nickel Technology Park, Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości i Inqbator. Wystąpień ich przedstawicieli zabrakło, co prawda, w oficjalnym programie, ale stoiska wystawowe zachęcały do zasięgnięcia informacji wszystkich spragnionych finansowej pomocy w realizacji własnych snów o wielkości.
Jedynym funduszem, który zaprezentował się przed zebranymi, był publiczny "fundusz funduszy" – Krajowy Fundusz Kapitałowy, reprezentowany przez Ewę Krawiec i Macieja Daciewicza.
Ciekawym wstępem do przeglądu najnowszych startupów były zaprezentowane przez Tomasza Woźniaka i Norberta Kilena z Business Angel Seedfund wyniki badania LaunchIT. Ankieta przeprowadzona pośród osób zainteresowanych realizacją bądź już wdrażających innowacyjne projekty internetowe pokazała, że wciąż jeszcze brakuje odpowiedniego współdziałania pomiędzy poszczególnymi uczestnikami procesu inwestycyjnego.
Tomasz Woźniak, Norbert Kilen i wyniki badania LaunchIT 2008.
Co prawda prawie 63% respondentów wykazywało optymizm w kwestii znalezienia funduszu, który mógłby udzielić finansowego wsparcia ich projektom, jednak aż 93% przyznawało jednocześnie, że do takiej rozmowy nie są przygotowani. Twórców startupów cechuje bowiem najczęściej rozległa wiedza programistyczna, ale znacznie gorsze rozeznanie w realiach ekonomicznych i prawnych funkcjonowania na rynku.
Krytycznym okiem – zdaniem ankietowanych winę za porażkę projektu ponoszą najczęściej oni sami.
Na weryfikację zaprezentowanych w raporcie twierdzeń nie trzeba było długo czekać. Po krótkiej przerwie doczekaliśmy się bowiem clou programu, czyli prezentacji startupów w formule elevator speech – pięć minut, mikrofon, slajdy i grupa wybrednych komentatorów.
Wśród tych ostatnich znaleźli się m.in.: Rafał Agnieszczak z Fotki.pl, Michał Brański z o2.pl i Grzegorz Marczak (Antyweb.pl). Trzeba przyznać, że po drugiej stronie barykady zapanowała pełna mobilizacja. Pojawił się uroczy starszy pan, mistrz kajakowych jedynek z lat czterdziestych, zagubiony nieco pies Haker, a przede wszystkim dużo pomysłów i woli, żeby obecnych na sali obserwatorów i przedstawicieli funduszy do siebie przekonać.
Jak to wyszło? Całkiem nieźle. Tym, co mogło ucieszyć, było znaczne zredukowanie liczby projektów bazujących na formule społecznościowej, z niezbyt jasnym modelem biznesowym, czyli „zgromadźmy użytkowników, a później jakoś to będzie”. Jeśli już pojawiał się kolejny pomysł na społeczność, to na przykład wzbogacony o obsługę mobilnych kanałów komunikacyjnych, jak Belysio (lokalizacja) czy seenext (modne ostatnio fotokody). Częstym zjawiskiem były też projekty, które na różne sposoby próbowały łączyć usługodawców i usługobiorców.
O ile najbardziej typowe pod tym względem startupy (jak 48godzin.pl czy Nobilo.pl) nie wzbudziły entuzjazmu komentatorów, to już dystrybuujący zniżki dla studentów portal Fasolkowo.pl, kopia brytyjskiego studentbeans.com, zyskał nieco bardziej przychylne oceny. Podobnie zresztą jak Ecoosystem, który w założeniu ma przenieść ideę przyświecającą targom do globalnej Sieci, łącząc programistów-zapaleńców z głodnymi współpracy firmami czy funduszami. Jako zupełnie inna platforma biznesowa starał się z kolei pokazać serwis CupSell, oferujący współpracę w zakresie projektowania i sprzedaży koszulek. Ciekawość obserwatorów wzbudziły jednak głównie projekty typowo „użytkowe” – wyszukiwarka połączeń jakdojade.pl oraz TubePlayer, pozwalający grupować w playlisty klipy z serwisu YouTube.
Najlepsze miało jednak dopiero nadejść. W drugiej części prezentacji etatowy zły glina Rafał Agnieszczak musiał nieco ulec adwokatowi startupów w osobie Michała Brańskiego. Okazało się bowiem, że miejsce społecznościowych klonów zajęły profesjonalne aplikacje internetowe. Na szczególne wyróżnienie (potwierdzone pierwszym miejscem w głosowaniu ekspertów) zasłużył na pewno Redlink – narzędzie do prowadzenia akcji marketingowych za pomocą faksów, poczty elektronicznej, głosu i SMS-ów. Ze względu na zaawansowaną fazę rozwoju trudno ten projekt nazwać zresztą startupem – podobnie jak choćby serwis e-Podróżnik, który obecnie oferuje wyszukiwanie połączeń komunikacji autobusowej w całym kraju, a w przyszłym roku zamierza rozpocząć sprzedaż biletów online. Do ciekawych i profesjonalnie zrealizowanych pomysłów zaliczyć można także z pewnością aplikacje w modelu Software as a Service: Flux (system zarządzania relacjami z klientem, integrujący klienta poczty, bazę adresową i kalendarz zadań) oraz TimeCamp – system kontroli aktywności użytkownika komputera.
Democamp był niewątpliwe dobrze zorganizowaną i interesującą imprezą. Czy znajdzie bezpośrednie przełożenie na rozwój polskich startupów, czas pokaże. Gratulacje należą się jednak nie tylko organizatorom. W trakcie dwóch bloków prezentacji mogliśmy obejrzeć projekty dobre (Redlink), złe (Nobilo.pl), prezentowane z werwą rodem zza oceanu (CupSell) i takie, które choć kiepsko zaprezentowane, broniły się wysokim poziomem wykonania (TimeCamp). I ten właśnie rosnący profesjonalizm twórców – zarówno pod względem technicznym, jak i biznesowym – cieszy najbardziej. Pośród zaprezentowanych serwisów i aplikacji trudno oczywiście znaleźć modele zupełnie nowatorskie, wielu z nich przyjdzie więc konkurować w niezbyt przyjaznej rynkowej atmosferze. Możemy jednak wierzyć, podobnie jak respondenci badania LaunchIT, że przynajmniej niektóre wyjdą z tej próby obronną ręką.
Czy polski startup ma szansę na międzynarodową karierę? Aż 81% badanych twierdzi, że tak.
|
O opinię na temat targów Democamp zapytaliśmy także Krystiana Stypułę z home.pl |
|---|
Organizację całego spotkania streścić można w formule „im dalej, tym lepiej”. Brak zdyscyplinowania przedstawicieli startupów i wynikające stąd początkowe trudności z zebraniem grupy prelegentów zwiastowały katastrofę, która na szczęście nie nastąpiła. Formuła pięciu minut na wystąpienie oraz czterech minut na komentarz powodowały, że nikt się nie nudził, nawet jeśli aktualny mówca nie miał nic ciekawego do przekazania. Jeśli chodzi o same prezentacje, wydaje się, że organizatorzy powinni stawiać uczestnikom bardziej precyzyjne wymagania. Na Democampie 2008 mieliśmy bowiem zarówno przedsięwzięcia będące w fazie projektu, bety, jak i działające już produkty. Nie wszystko to mieści się w definicji startupu. Tym, co można było dostrzec na pierwszy rzut oka, był dość powszechny brak umiejętności „sprzedania” swojego produktu. Naprawdę dobre pokazy mogliśmy policzyć na palcach jednej ręki – większość raziła brakiem jasnej myśli przewodniej i świadomości autorów, że mają do dyspozycji zaledwie pięć minut. Zdarzało się nawet, że uczestnicy nie byli w stanie przekazać, czym tak naprawdę projekt jest, w zamian skupiając się na zastosowanej technologii. Osobną kwestią jest zachowanie forum ekspertów. Grono komentujące chyba zbyt często usiłowało bowiem naśladować Wojewódzkiego i Piróga. Tymczasem nie taka była jego rola. Przynajmniej w kilku wypadkach eksperci, nie wiedząc o czym mówić, dywagowali na temat rynku albo „sprzedawali” złote recepty na sukces, których nijak młodzi twórcy wykorzystać nie będą mogli. Mówić człowiekowi robiącemu handel w Sieci, że problemem jest dostawa przez Pocztę Polską? Oczywiście, tylko że przy takim podejściu jakikolwiek handel w polskim Internecie przestałby istnieć. Szczytem zaś było powtarzane do znudzenia przez jednego z ekspertów, w różnych wariantach: „A znasz program X? Robi to samo, tylko jest za darmo!”. Z takim założeniem na niczym w Sieci nie da się zarobić. A przecież są ludzie, którzy chętnie zapłacą za coś, co działa szybciej, zapewnia pomoc techniczną, udostępnia dodatkowe funkcje. Trzeba pamiętać, że idea startupów opiera się głównie na innym spojrzeniu na coś, co już istnieje – wszak „nisza” to magiczne słowo marketingowców. |
Ładowanie











Browser:
"Different Isn't Always Better, But Better's Always Different"
Browser:
Browser: