Czeska Partia Piratów przygotowuje się do startu w październikowych wyborach parlamentarnych. Udało jej się zdobyć 2500 członków i została zarejestrowana jako oficjalna siła polityczna naszych południowych sąsiadów, pod nazwą „Česká pirátská strana”. Podobnie jak w wypadku innych partii pirackich, ogranicza ona swój program polityczny do kwestii prawa autorskiego, prywatności w Sieci i wolności słowa. Jej rzecznik Ondrej Profant powiedział, że czescy piraci byliby usatysfakcjonowani, gdyby duże siły polityczne przyjęły ich postulaty jako swoje – dlatego nie chcą uprawiać żadnej innej polityki.
Piractwo nad Sekwaną to dzisiaj niewielka siła. Mimo że walka z antypirackimi prawami wprowadzonymi przez rząd prezydenta Sarkozy'ego zmobilizowała znaczną część społeczeństwa francuskiego, to do francuskich piratów przynależy raptem 1600 osób, połączonych przede wszystkim za pomocą Facebooka oraz bloga na bazie Wordpressa. Francuski program piracki jest obszerniejszy niż w Czechach: oprócz tradycyjnych kwestii związanych ze swobodą wymiany plików, mówi o popularyzacji nauki i kultury, otwarciu przestrzeni publicznej, solidarności i demokracji. Założyciel ruchu, Rémy Cérésiani, twierdzi, że proponowane przez jego grupę reformy pozwolą na zachowanie indywidualnych wolności zarówno w życiu cyfrowym jak i codziennym.
Ciekawe, kiedy doczekamy się większych działań ze strony polskich piratów? Nasza scena polityczna wydaje się bardzo skostniała – przydałoby się jej trochę młodej krwi.
Źródło: ArsTechnica.com
Ładowanie





Dyskusja
dodaj komentarz