Wydawać by się mogło, że jest to niemalże Totolotek, tyle że z gwarancją wygranej – różnica polega na konieczności wytypowania przynoszących fortunę kilku literek zamiast 6 cyfr. Ale czy ta domenowa wygrana jest na pewno gwarantowana?
Domenowa fatamorgana
Niektórzy myślą, że tak, licząc, że zakup domeny to pewna inwestycja, która zwróci się kilkunastokrotnie lub nawet w jeszcze większym wymiarze. Niestety, zderzenie z rzeczywistością bywa jak zwykle bolesne i nie ma wiele wspólnego z marzeniem o wielkiej fortunie, uzyskanej dzięki inwestycji w domenę. Dowód? Wystarczy przyjrzeć się aukcjom na Allegro. Wśród ponad tysiąca wystawionych adresów internetowych nabywców znajduje zaledwie kilka, na dodatek oferujących kwoty nieprzyprawiające o żaden zawrót głowy – maksymalnie rzędu kilkuset złotych (chociaż oczywiście zdarzają się wyjątki).
Przyczyny należy doszukiwać się w nieumiejętnej ocenie rynku oraz często w tzw. „owczym pędzie”, który ogarnia ludzi przy okazji jakiegoś wydarzenia. Najświeższym tego typu przykładem jest wysyp domen związanych z najbliższymi bądź kolejnymi Mistrzostwami Europy, które mają odbyć się w Polsce i na Ukrainie w 2012 roku. Można znaleźć całą gamę aukcji, na których wystawione są cudaczne twory typu euro2012poland.eu, euro2008.eu.com, mistrzostwaeuropy2012.com.pl czy euro2008-sklep.pl. Inwencja rejestrujących adresy nie ma granic, jednakże jeden rzut oka na takie aukcje uświadamia, że zainteresowanie jest mizerne – jeżeli ktoś rozpocznie licytację, cena osiąga co najwyżej poziom kilku lub kilkunastu złotych.
Co należy więc począć, by nie podzielić losu wielu „domenowych looserów”? Przede wszystkim unikać wspomnianego „owczego pędu”. W sytuacji gdy wszyscy na gwałt rejestrują domeny związane z jakimś tematem (np. Mistrzostwami Europy, zbliżającymi się targami tematycznymi itp.), trzeba uświadomić sobie fakt, że większość bazujących na nim wartościowych adresów jest już prawdopodobnie zajęta. To, co zostało, można określić mianem dziwolągów, które będą długo zalegały na wirtualnych półkach Allegro lub innych aukcji internetowych.
No dobrze, ale jak w takim razie zabrać się za poszukiwanie ciekawej domeny? Poniżej przedstawiamy pięć porad na temat skutecznego inwestowania w nazwę.
1. Mglista przyszłość jest… – Mistrz Yoda
By osiągnąć sukces w domenowych biznesie, trzeba wykazać się umiejętnościami przewidywania przyszłości niemalże porównywalnymi z legendarnym Nostradamusem. Przede wszystkim należy uświadomić sobie, że nigdy nie osiągniemy sukcesu, jeżeli będziemy powielali zachowania i wzorowali się na innych oraz reagowali na sytuacje, które mają miejsce „tu i teraz”. Jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi, w domenowym interesie trzeba wykazać się pewną dozą wizjonerstwa i wyprzedzić konkurencję co najmniej o jeden krok. Jak tego dokonać? Oczywiście nie ma prostej recepty zapewniającej osiągnięcie powodzenia. Na sukces, oprócz szeroko pojętej „wiedzy”, składa się również kilka innych czynników, takich jak np. pomysłowość, nieszablonowość myślenia oraz umiejętność analizy.
Inwestycja w domenę internetową jest zwykle „lokatą długoterminową”, w związku z czym nie należy spodziewać się błyskawicznych zysków. Pierwszym krokiem, który należy wykonać, jest próba przewidzenia sytuacji w interesującym nas sektorze rynku za 2, 3 lub 5 lat. Pomóc w tym może cofnięcie się pamięcią w czasie o analogiczny okres i prześledzenie rozwoju tej branży do dzisiaj. Na podstawie tej analizy można próbować wysnuć jakieś wnioski na przyszłość, określić dalsze etapy ewolucji oraz wytypować nazwy, które mogą w przyszłości się z nimi wiązać. Oczywiście nie trzeba ograniczać się do rynku typowo komercyjnego – można też próbować przewidzieć, jakie organizacje, ruchy społeczne itp. będą powstawały za kilka lat, typując dla nich prawdopodobne nazwy. Zadanie niełatwe, ale nikt nie twierdził, że droga do domenowego bogactwa będzie usłana różami.
Ładowanie





Dyskusja
dodaj komentarz