Wniosek o rejestrację tych znaków został złożony 30 lipca 2008 roku; można w nim przeczytać, że oba są związane z przeglądarkami internetowymi. Cleartracks dotyczy „programów komputerowych służących do kasowania historii wyszukiwań po korzystaniu ze stron WWW”, podczas gdy Inprivate to „programy komputerowe, które pozwalają na wyłączenie historii przeglądania i pamięci podręcznej przeglądarki, a jednocześnie potrafią poinformować użytkownika, kiedy może być on śledzony w Sieci i co może zostać na jego temat ujawnione”.
Reakcja społeczności twórców przeglądarek była natychmiastowa – nowy tryb prywatności ochrzczono mianem „trybu porno”, jest on bowiem wręcz stworzony do surfowania po Sieci bez pozostawiania śladów w poszukiwaniu pornografii, ale bardziej wyważeni dyskutanci podkreślają, że może on posłużyć do wielu równie poważnych a mniej wstydliwych spraw – na przykład poszukiwaniu informacji o stanie swojego zdrowia czy też zaplanowaniu niespodziewanych wakacji dla ukochanej osoby.
Tymczasem Microsoft zignorował te wszystkie domysły, oznajmiając w krótkim oświadczeniu: „Po prostu inwestujemy w prywatność w Internet Explorerze 8”. Na stronach firmowego bloga jeden z twórców IE napisał, że „największym wyzwaniem jest poinformowanie użytkownikom, którym stronom zdradzają informacje o sobie i umożliwienie im kontroli nad tym, co jest ujawniane”. Dla Microsoftu bowiem prywatność to możliwość kontroli nad tym, co przeglądarka przekazuje zewnętrznym stronom”.
Pomysł jest niewątpliwie dobry, szczególnie że główny konkurent Internet Explorera 8 – Mozilla Firefox 3.1 – nie ma jeszcze takiego trybu prywatności. Lecz ostatecznym testem paradygmatu prywatności firmy z Redmond będzie ustalenie, w jakim stopniu nowe mechanizmy prywatności ochronią użytkowników przez atakiem osób dysponujących fizycznym dostępem do maszyny – np. techników policyjnych. Bez tego mówienie o „prywatności” jest tylko chwytem marketingowym.
źródło: Builders.au
Ładowanie





Dyskusja
dodaj komentarz