Najprostszym sposobem na ustalenie, co piszą o nas ludzie jest oczywiście skorzystanie z Google. Należy wpisać do wyszukiwarki własne imię i nazwisko, a następnie sprawdzić, jakie linki znajdują się na pierwszych kilku stronach. Nieważne co jest dalej – potencjalni klienci czy pracodawcy i tak tam nie zajrzą.
Częściowo proces ten można zautomatyzować dzięki usłudze Google Alerts. Trzeba podać tu pożądane słowa kluczowe i ustawić adres e-mail. Usługa automatycznie wyśle nowe linki powiązane z imieniem oraz nazwiskiem internauty. Nawet korzystając z Alerts nadal warto sprawdzać samo Google.

W zarządzaniu reputacją istotne jest nie tylko to, czy na pierwszych kilku stronach wyników wyszukiwania znajdują się negatywne albo obraźliwe komentarze. Liczy się rozkład treści. W idealnej sytuacji pierwsze kilka linków prowadzi do profili w serwisach społecznościowych, kolejne odnoszą się do publikacji czy zakończonych projektów.
Dobrym pomysłem jest również korzystanie z wyszukiwarek koncentrujących się na katalogowaniu ludzi. Serwisy takie jak Pipl czy Intelius często lepiej i szybciej niż Google indeksują treści ze społeczności i blogów. Zestawiają wszystkie linki w ramach jednego, przejrzystego profilu.

Oczywiście tego typu witryny nie są doskonałe. Czasami łączą informacje o kilku osobach posiadających to samo imię i nazwisko. Wszystkie dane trzeba więc weryfikować i ustalać, co tak naprawdę kogo dotyczy. Ludzie z popularnymi nazwiskami mają niestety znacznie utrudnione zadanie.
Ładowanie




