Obecnie działają 24 boty językowe, obsługujące najpopularniejsze języki europejskie i azjatyckie. Niestety, nie ma wśród nich jeszcze języka polskiego. Boty nazwane są według swych możliwości translacyjnych, np. bot tłumaczący z mandaryńskiego na angielski nazywa się zh2en@bot.talk.google.com. By skorzystać z systemu, należy dodać bota do listy kontaktów w Gmailu lub zaprosić go do grupowego czatu.
Proste translacje wymagają jedynie rozpoczęcia rozmowy z botem i wpisania w niej słowa czy zdania do przełożenia. Żeby tłumaczyć rozmowę pomiędzy dwoma użytkownikami, należy dodać boty dla obu kierunków rozmowy. Jeśli na przykład Anglik chce rozmawiać z Chińczykiem, obaj muszą dodać do swej listy kontaktów boty zh2en i en2zh, a następnie zaprosić je do czata. Nie jest to zbyt wygodne rozwiązanie, można się zatem domyślić, że Google umożliwi w przyszłości automatyczne uruchamianie botów translacyjnych w oparciu o ustawienia językowe użytkownika.
Doświadczenia z automatycznym przekładem języków angielskiego, francuskiego i niemieckiego pokazują, że boty zazwyczaj radzą sobie z popularnymi kolokwializmami, czasem jednak zawodzą przy prostych powitaniach typu „cześć, jak się masz”. Bierze to się z niedoskonałości słowników translacyjnych Google'a, opartych bardziej na mechanizmach statystycznych niż syntaktycznych regułach przekładu.
Nie mamy wątpliwości, że najnowsza usługa Google'a to krok w dobrą stronę, pozwalający się zbliżyć wielu ludziom, których do tej pory dzieliła bariera językowa. Kto wie, może z czasem siła mechanizmów translacyjnych z Mountain View będzie tak wielka, że zdejmie z ludzkości klątwę wieży Babel?
źródło: googleblog
Ładowanie





Browser:
Browser:
Browser:
Browser:
Drugi argument jest już znacznie trudniejszy do podważenia, ponieważ nie tylko fleksja, ale również np. frazeologia etc. to te aspekty języka, które są trudne w obsłudze dla maszyn. Ale tak jak polską składnię (bazuje ona na fleksji, dodajmy) można dobrze opisywać za pomocą nadbudowujących się struktur znaczeniowych (pokazał to Chomsky), tak myślę, że przy pewnych założeniach (być może uproszczeniach) i efektywnych technologiach idea translacji zaproponowana przez Google jest jak najbardziej możliwa.
Browser:
Browser:
Problem z esperanto był taki, że nic istotnego za nim nie stoi. Język to więcej niż słownik + gramatyka. To pewna wizja rzeczywistości, obyczaje, mądrość ludowa. Języki nie są sobie równe i stąd obserwowane wielkie wymieranie języków. Myślę że w XXII wieku pozostanie ich nie więcej niż kilkanaście, AI będą robiły nam za tłumaczy czasu rzeczywistego, a wykształceni ludzie będą wciąż uczyli się poza językiem ojczystym angielskiego, francuskiego, niemieckiego, mandaryńskiego, japońskiego, arabskiego... bo stoi za nimi wielka literatura, sztuka, filozofia, tylko w ograniczonym stopniu zrozumiała poza kontekstem języka.
Browser:
Browser:
Browser: