Plan, który ma zostać ogłoszony dzisiaj, uczyni Francję europejskim liderem w dziedzinie walki z piractwem internetowym. Polityka „trzy razy i już cię tu nie ma” pozwoli na całkowite pozbawienie dostępu do Internetu osób naruszających prawa autorskie. Jej wdrożenie będzie się odbywało dzięki gromadzeniu danych od dostawców usług internetowych, którzy mają być zmuszeni do śledzenia ruchu generowanego przez intensywnie wykorzystujących pasmo użytkowników.
W chwili obecnej jest niemal pewne, że wszystkie strony zgodzą się na te rozstrzygnięcia. Oczywiście użytkownicy Internetu nie są traktowani jako strona tego układu. Denis Olivennes, przewodniczący „niezależnej” komisji złożonej z przedstawicieli rządu, przemysłu rozrywkowego i dostawców internetowych, stwierdził, że ze swej strony, w zamian za przyjęcie tych rozstrzygnięć, przemysł muzyczny zobowiązał się do odrzucenia technologii DRM dla wszystkich archiwalnych nagrań francuskiej muzyki. Przemysł filmowy wyraził zaś zgodę na szybsze wydawanie filmów DVD, pół roku po premierze kinowej, zamiast dotychczasowych 7 i pół miesiąca. Wydaje się to niewielką ceną dla przemysłu, który w zeszłym roku zarobił ponad 5 miliardów euro.
Okazuje się jednak, że nawet siły polityczne skupione za Sarkozym nie są jednomyślne w poparciu tego planu. Marc Le Fur i Alain Suguenot, partyjni koledzy prezydenta Francji, w oficjalnym oświadczeniu stwierdzili, że musi zostać dokonana ekspertyza prawna porozumienia, gdyż narusza ono zasadę trójpodziału władz, nadając agencji wykonawczej uprawnienia sądownicze. Co więcej, nie tworząc ścieżek odwoławczych dla ukaranych użytkowników, nadużywa zasadę równości wobec prawa. Sytuacja ta jest zatem poważnym naruszeniem wolności obywatelskich.
Organizacja konsumentów UFC Que Choisir stwierdziła, że plany te są „bardzo surowe, niosące potencjał do nadużyć, antyekonomiczne i zwrócone przeciw duchowi cyfrowej epoki”. Wskazała też, że we Francji nielegalne pobieranie plików jest już przestępstwem zagrożonym karą do trzech lat więzienia, zatem wprowadzanie dodatkowych kar nieprzewidzianych przez kodeks karny jest konstytucyjnie bardzo wątpliwe.
Wydaje się, że Sarkozy pragnie się po prostu wywiązać ze swych obietnic przedwyborczych, kiedy obiecywał korporacjom, że w zamian za wsparcie rozprawi się z piractwem internetowym. Rzecznik prasowy głowy państwa francuskiego stwierdził jednak, że „prezydentowi chodzi o pokazanie swego oddania dla kwestii kultury i zapewnienia artystom możliwości godnego życia z ich pracy".
Dyskusja na temat swobody wymiany plików w Internecie rozgorzała we Francji na początku tego roku, gdy wspomniany już Denis Olivennes opublikował książkę pod tytułem La gratuité, c'est le vol : Quand le piratage tue la culture [Unikanie płacenia jest złodziejstwem: jak piractwo zniszczyło kulturę]. W książce tej argumentuje, że piractwo doprowadziło do pozbawienia francuskiej kultury funduszy na dalszy rozwój i oskarża dostawców Internetu o popieranie tej sytuacji. Ma ona bowiem sprzyjać zdobywaniu nowych użytkowników, chętnych dla darmowego dostępu do dóbr kultury.
Sam Denis Olivennes oczywiście żadnego dobra kultury nigdy nie stworzył, od prawie 5 lat jest natomiast szefem FNAC, francuskiego odpowiednika polskiej sieci EMPiK.
źródło: Financial Times
Ładowanie





Dyskusja
dodaj komentarz