Fundacja uważa, że władze wykorzystywały Facebooka, MySpace, YouTube i Twittera, aby zbierać informacje o podejrzanych w sprawach kryminalnych. Najpoważniejszą tego typu sytuacją było oskarżenie pewnego antyglobalisty o informowanie protestujących podczas niedawnego szczytu G-20 o działaniach policji. Dowody zebrano przez Twittera.
Na celowniku EFF znalazły się Departament Obrony, Centralna Agencja Wywiadowcza, Departament Bezpieczeństwa Krajowego, Departament Skarbu, Biuro Dyrektora Narodowego Wywiadu, Departament Sprawiedliwości, Federalne Biuro Śledcze, Agencja do spraw Walki z Narkotykami czy Biuro Alkoholu, Tytoniu, Broni i Materiałów Wybuchowych.
EFF nie chce zakazania śledztw. Walczy o ujawnienie praktyk organów ścigania – zakresu ich działań oraz stosowanych metod. Nie jest do końca jasne na jakiej podstawie konkretne osoby trafiają na celownik FBI czy DEA. Użytkownicy serwisów społecznościowych często nie zdają sobie sprawy z tego, że mogą się nimi zainteresować amerykańskie służby.
Zgodnie z informacjami przedstawionymi przez blogera Christophera Soghoiana władze regularnie wyciągają prywatne dane od operatorów wirtualnych społeczności. Większość witryn ma swoje wewnętrzne regulaminy, które opisują możliwe wypadki ujawniania informacji. Nie oznacza to jednak, że organy ścigania zawsze postępują zgodnie z tymi przepisami.
Źródło: ReadWriteWeb.com
Ładowanie





Browser: Mozilla/5.0 (X11; U; Linux i686; pl-PL; rv:1.9.1.5) Gecko/20091123 Iceweasel/3.5.5 (like Firefox/3.5.5; Debian-3.5.5-1)