Jak wiadomo, na początku 2007 roku władze Australii zdecydowały się na stworzenie oficjalnej „czarnej listy” numerów IP i witryn, z której musieliby korzystać wszyscy dostawcy Internetu. Kiedy w lutym br. rozpoczęto testy, Australijska Agencja Komunikacji i Mediów zapewniała, że osoby, które nie chcą, by ich połączenie z Siecią było filtrowane, będą mogły składać wnioski o nielimitowany dostęp. Szybko okazało się to jednak nieprawdą. Kolejne rozporządzenia ustaliły, że internauci będą mogli jedynie pisać podania o wyłączenie dla nich filtrów na materiały pornograficzne. Lista serwisów uznanych przez rząd za nielegalne będzie obowiązywała wszystkich.
Szybko okazało się, że na liście stron nielegalnych znalazło się 1300 witryn internetowych, zaś rządowi eksperci postanowili poszerzyć do końca 2008 roku listę do 10 000 pozycji. Rząd po uzyskaniu wyników testów laboratoryjnych, mimo że dowodziły one możliwości znacznego pogorszenia stanu połączeń IP, zdecydował się na rozpoczęcie testów na żywo, przy udziale dostawców Internetu.
Jednak najwięksi australijscy ISP – Telstra i Internode – odmówili podporządkowania się decyzjom władz, stwierdzając, że nie wezmą udziału w testach. Inny duży dostawca, iiNet stwierdził, że do testów przystąpi, ale tylko po to, aby udowodnić, że rządowy plan nie ma szans powodzenia. Z kolei Optus, popularny przede wszystkim w północnej części kraju poinformował, że przeprowadzi testy, ale tylko na ograniczonej liście 1300 witryn, a w dodatku nie będzie uruchamiał głębokiej inspekcji pakietów (DPI), by wychwytywać „nieodpowiednie treści”.
Być może firmy nie odważyłyby się na tak wrogie wobec planów rządu zagranie, gdyby nie to, że w samej Australii rośnie w siłę ruch polityczny, który zapowiedział walkę z cenzurą. Można w nim znaleźć przedstawicieli zielonych, liberalnej opozycji, przemysłu internetowego i ruchów na rzecz wolności słowa, w tym Electronic Frontiers Foundation. Jutro – w sobotę, 13 grudnia br. – w największych miastach Australii odbędą się demonstracje przeciwko polityce władz. Australijscy komentatorzy oceniają, że może w nich wziąć udział nawet pół miliona ludzi.
Źródło: TheAge.com.au
Ładowanie





Browser: